A co, jeśli mogłabyś powiedzieć mu wszystko, co w nim kochasz… i jednocześnie sprawić, żeby wreszcie zrozumiał to, czego od lat nie potrafisz mu wytłumaczyć?
„Jesteś moim najlepszym facetem” wygląda jak prezent pełen wdzięczności. I dokładnie nim jest. Mężczyzna otwiera książkę i czyta: uwielbiam, gdy mnie słuchasz; uwielbiam, gdy mnie zauważasz; uwielbiam, gdy mogę na Tobie polegać; uwielbiam, gdy mnie przytulasz; uwielbiam, gdy czuję, że nadal mnie chcesz. Z każdą kolejną stroną dostaje coś, czego mężczyźni często dostają zdecydowanie za mało — poczucie, że jego kobieta widzi to, co robi dobrze, docenia go i jest szczęśliwa, że wybrała właśnie jego.
I właśnie tutaj zaczyna się magia tej książki.
Bo kiedy on czyta: „Uwielbiam, gdy mnie słuchasz”, nie dostaje wykładu pod tytułem „Dlaczego nigdy mnie nie słuchasz”. Najpierw czuje: „Tak. To ja. Ona to we mnie kocha.” A kilka stron później zaczyna rozumieć, że czasami, kiedy opowiadasz mu o problemie, nie potrzebujesz rozwiązania — potrzebujesz jego obecności.
Kiedy czyta: „Uwielbiam, gdy bierzesz sprawy w swoje ręce”, nie słyszy kolejnego „wszystko muszę robić sama”. Zaczyna rozumieć, dlaczego zwykłe „zajmę się tym” może znaczyć dla Ciebie więcej niż kolejny bukiet kwiatów.
Kiedy dochodzi do: „Uwielbiam, gdy czuję, że nadal mnie chcesz”, odkrywa, że kobieta może wiedzieć, że jest kochana, a jednocześnie tęsknić za spojrzeniem, dotykiem czy pocałunkiem, które powiedzą jej: „Nadal jesteś dla mnie kobietą.”
I tak dzieje się przez całą książkę.
On myśli, że czyta o tym, za co go kochasz. A przy okazji zaczyna coraz lepiej rozumieć, jak Ci tę miłość dawać.
Bez krytykowania. Bez wytykania błędów. Bez komunikatu: „Przeczytaj, bo musisz się zmienić.” Wręcz przeciwnie. Ta książka mówi mu: „Jesteś moim najlepszym facetem. Właśnie dlatego chcę, żebyś wiedział, jak ogromne znaczenie mają dla mnie rzeczy, które robisz.”
To książka dla kobiety, która nie chce już po raz setny mówić: „Słuchaj mnie”, „zauważ mnie”, „przytul mnie”, „nie rozwiązuj od razu mojego problemu”, „chcę czuć, że nadal Ci się podobam”. Zamiast kolejnej rozmowy może po prostu dać mu książkę.
A na?
Ma się nią jarać.
Ma czytać i myśleć: „Kurde, jednak jestem niezłym facetem.” Ma się śmiać, rozpoznawać siebie, czasem poczuć dumę, a czasem nagle zatrzymać się przy jednym zdaniu i pomyśleć:
„O cholera. To dlatego ona tak reaguje.”
I być może właśnie wtedy wydarzy się najważniejsza rzecz.
Nie dlatego, że powiedziałaś mu, co ma robić.
Tylko dlatego, że sam to zrozumiał.
„Jesteś moim najlepszym facetem” nie jest książką, którą dajesz mężczyźnie, żeby go naprawić. Dajesz mu ją, żeby powiedzieć: „Widzę Cię. Doceniam Cię. Kocham to, jaki jesteś.”
A jeśli przy okazji zacznie Cię trochę lepiej słuchać, częściej zauważać, mocniej przytulać, dotrzymywać słowa, przejmować inicjatywę i patrzeć na Ciebie tak, jak patrzył na początku…
cóż.
Nikt nie powiedział, że dobry prezent nie może mieć skutków ubocznych.














